Gallery

Józefinka. Historia miłości przerwanej wojną

Idą razem aż do Lwowa i tam się rozstają. Na odwrocie fotografii Józefinka pisze: „Dawidkowi na pamiątkę, tak aby zawsze i wszędzie myślał o naszej przyjaźni”. Widzą się po raz ostatni

Józefinka na fotografii, którą podarowała Dawidkowi

Józefinka na fotografii, którą podarowała Dawidkowi
Rimona
Rimona
Pomiędzy starymi zdjęciami, które mam po moim ojcu, znajduje się jedno zdjęcie dziewczyny imieniem Józefinka. Wiem, że jest to zdjęcie z końca lat 30., przed II wojną światową. Wiem, że była sympatią mojego ojca w Radomiu. Bardzo bym chciała poprosić o umieszczenie zdjęcia, ktoś może zna tę osobę lub kogoś z jej rodziny. Dziękuję, Rimona Weintraub, Tel Aviv” – taki mail przyleciał w połowie kwietnia i zaginął pośród spamu w mojej skrzynce pocztowej. Było do niego załączone zdjęcie młodej dziewczyny o jasnych, lekko falowanych włosach i równie jasnych oczach, które potem okażą się błękitne.Po kilku tygodniach rozdzwonił się telefon. – Jestem znajomym Rimony z Tel Awiwu, dzwonię z Poznania, czy możecie państwo pomóc. – Rimona prosiła mnie o pomoc, dzwonię z Gdańska? Rimona uruchamia wszystkie znajomości w Polsce. Sama też zaczyna dzwonić. Do Polski i do Stanów Zjednoczonych. Szuka żyjących jeszcze dawnych kolegów ojca Dawida Bojmana. – Bardzo mi zależy. Ta fotografia przetrwała ponad siedemdziesiąt lat, przetrwała wojnę. Ja muszę się dowiedzieć, bo skoro mój tata przechował ją tyle czasu, to ta osoba musiała być dla niego kimś ważnym – poprawną polszczyzną mówi Rimona. Później powie, że to dzięki tacie. Z Polski wyjechała, gdy miała osiem lat, ale w domu zawsze rozmawiali po polsku. I z tej polszczyzny jest bardzo dumna.
+++

 Rimona bombarduje w Polsce wszystkie możliwe urzędy: miejskie, stanu cywilnego, archiwa państwowe. Nie wie prawie nic. Zna imię i mniej więcej datę urodzenia Józefiny. Wie, że mieszkała w Radomiu i wraz z jej ojcem była w Czerwonym Harcerstwie.

Dr Ryszard Fenigsen, syn przedwojennego adwokata Fenigsena z Radomia, pisze do niej z Bostonu: „Czerwone Harcerstwo w Radomiu miało swój lokal w budynku, w którym mieściło się również kino Apollo, na placu Jagiellońskim (dawniej Rajtszuli). Dawid miał girlfriend Józefinkę i w tym czasie spotykał się i przyjaźnił z Grzecznarowskim”. Dawid, jak pisze w kolejnym mailu Rimona, był synem Mendla i Racheli z Berkowiczów, ukończył z doskonałym wynikiem Gimnazjum Męskie im. Tytusa Chałubińskiego. Nie żyje od 16 lat.

+++

Połowa czerwca. Rimona otrzymuje odpowiedź z Archiwum Państwowego w Radomiu, która zaczyna się informacją, że na podstawie przybliżonej daty urodzenia (1919?, 1920?) i samego imienia nie jest możliwe ustalenie tożsamości osoby.

„Archiwum Państwowe w Radomiu nie przechowuje w swoim zasobie akt wytworzonych przez Czerwone Harcerstwo ani też akt urodzonych z lat 1919-1920″. Ale w kolejnym akapicie pojawia się nadzieja. To informacja o odnalezionym zapisku we wspomnieniach Mieczysławy Kurnikowskiej, związanej z Czerwonym Harcerstwem w Piotrkowie Trybunalskim, która kilka akapitów poświęciła organizacji w Radomiu w latach 1937-1939. Autorka wśród członkiń radomskiej drużyny wymienia Józefinkę Szmigiel.

„Informacje te nie pozwalają stwierdzić, czy to tej osoby Pani poszukuje. W trakcie kwerendy w zasobie Archiwum Państwowego w Radomiu nie odnaleziono także innych dokumentów dotyczących Józefiny (Józefy?) Szmigiel, a mogących rozstrzygnąć wątpliwości. Efektem negatywnym zakończyły się poszukiwania w księgach ludności stałej miasta Radomia oraz wnioskach o wydanie dowodu osobistego. Nazwisko to nie występuje w przechowywanych w Archiwum aktach szkół z okresu dwudziestolecia międzywojennego. Odnaleziono jedynie akta dotyczące wniosku Wiery Szmigiel o przyznanie renty po zmarłym mężu – Stanisławie Szmigiel. W dokumentach tych wymieniona jest m.in. córka Józefa, zamieszkała prawdopodobnie w Bydgoszczy (nazwa miejscowości trudna do odczytania). Józefa wymieniona jest jako jedna z czworga żyjących dzieci, z wcześniejszych dokumentów wynika, że Wiera i Stanisław Szmigiel mieli ich sześcioro. Brak jest daty urodzenia Józefy Szmigiel. W aktach znajduje się jedynie informacja, że jej rodzice zawarli związek małżeński w 1918 roku w Moskwie. Do Radomia przyjechali w roku 1919. Pragnę jeszcze raz podkreślić, że przypuszczenie, że to właśnie Józefa Szmigiel jest osobą poszukiwaną przez Panią, oparte jest niestety na bardzo kruchych podstawach”.

+++Dla Rimony podstawy są wystarczająco mocne. Znów pisze do USC w Radomiu. Tam ustala, że Józefinka Szmigiel urodziła się w roku 1920 w Radomiu, była wyznania katolickiego i miała pięcioro rodzeństwa: Piotra, Henryka, Stanisława, Tadeusza i Jadwigę.Rimona jest już jak rozpędzona lokomotywa. Dociera do kolejnych informacji na temat rodziny Szmiglów. Jest nadzieja, że żyją, może choć dzieci uda się odnaleźć albo wnuki. „Mam dane, że część członków tej rodziny była podczas II wojny światowej w ZSRR. Tadeusz zmobilizował się do Armii Polskiej i wojnę przeżył, jak prawdopodobnie też Stanisław Szmigiel i też Józefa Szmigiel” – pisze w kolejnym entuzjastycznym mailu Rimona. I snuje plany: chce nakręcić film o ojcu i Józefince. Jej córka ma już doświadczenie. Film jej autorstwa o niepełnosprawnych tancerzach pokazywano nawet w Polsce. Teraz trzeba odnaleźć rodzinę Szmiglów.+++– Józefina? Na pewno nie z mojej rodziny – najłatwiej dodzwonić się do znanego lekarza radomskiego, dr. Andrzeja Szmigla, ortopedy. Ale to niewłaściwy trop. – Ja jestem napływowy element z innej części Polski. Ale wiem, że w Radomiu mieszka jeszcze jeden Andrzej Szmigiel. Gdy zacząłem tu praktykować, to ludzie do niego dzwonili, pytając o godziny przyjęć – pan doktor stara się pomóc. Na koniec prosi, żeby go powiadomić, jak skończy się ta historia.

W książce telefonicznej jest sześciu Szmiglów. Sezon urlopowy, kilka telefonów milczy całkowicie, kolejny okazuje się numerem domowym? pana doktora.

Rimona wciąż śle maile z Tel Awiwu. „Przepraszam, że piszę chaotycznie, ale wszelkie dane o moim ojcu są nam potrzebne do badań, by zrobić o nim film”. O swoim ojcu pisze tak: „Dawid Bojman, mój ojciec, urodził się w Radomiu. Matka mu mówiła, że było to z końcem żydowskich świąt w październiku 1919. W domu było już wtedy dwóch synów, a po nim urodzili się dwaj następni. Rodzina znalazła się w trudnej sytuacji, bo ojciec rodziny zachorował i leżał sparaliżowany w domu przez 7 lat. Dawid, mimo że w domu nie było ku temu żadnych warunków, zapisał się do gimnazjum Chałubińskiego i zaczął się sam utrzymywać za pomocą prywatnych lekcji, i także się przyłączył do organizacji Czerwonego Harcerstwa w Radomiu. Myślę, że Czerwone Harcerstwo miało na jego życie ogromny wpływ. Tu poznał Józefinkę Szmigiel. Chyba była to pierwsza miłość i też przyjaźń. Dlatego w listopadzie 1939 jako jedyny z jego rodziny opuścił Radom i dotarł do Lwowa. Miał ze sobą parę fotografii Józefinki, które przetrwały te kilkadziesiąt lat. Wiedział, że z Żydami zrobią koniec. Matka nie chciała opuścić domu. Inni bracia też zostali. Najstarszy zmarł przed wojną, a pozostali trzej zostali w Radomiu. Jeden z nich trafił do Oświęcimia, przeżył wojnę. W obozie zmarła matka. Z młodszym bratem odnalazł się w Gdańsku, w 1946″.

+++

Po kolejnym tygodniu pod jednym z dotąd milczących numerów odzywa się kobiecy głos. Pytam o Józefinkę. – To ciocia Józia! Andrzej! Ktoś pyta o twoją ciocię… Ale ona nie żyje?

Wysyłam mailem zdjęcie Józefinki, które z Tel Awiwu przysłała mi Rimona. W ten sposób Andrzej Szmigiel, bratanek Józefiny, dostaje też adres skrzynki pocztowej Rimony. Pisze jej dwa zdania: To moja chrzestna, siostra mojego ojca. Zmarła rok temu.

Tyle zabrakło Rimonie, aby spotkać Józefinkę.

„Moja córka miała łzy, jak dowiedziała się że Józefinka nie żyje. Ja czułam się dziwnie, ale przecież w ogóle nawet nie marzyłam, że może być jeszcze przy życiu. Od Andrzeja dostałam parę słów. Zobaczymy, co dalej. Nie wiem, który z braci jest ojcem Andrzeja. R.” – pisze zaraz następnego dnia Rimona.+++Nie tylko ona ma ciężką noc za sobą. Andrzej Szmigiel jeszcze wieczorem dzwoni do siostry ciotecznej, Jadwigi Staszak, córki Józefy. Jadwiga jest na drugim końcu Polski, u rodziców narzeczonej syna, który właśnie się oświadcza przyszłej żonie. Jadwiga nie waha się ani chwili i tuż po uroczystym obiedzie rusza do Radomia. – Całą noc myślałam o tej sprawie. Nie mogłam spać – ze wzruszenia drży jej głos.Tak oto poznaję historię Józefinki, choć dla wszystkich była Józefą. Tylko dwie osoby nazywały ją Józefinką: ojciec i Dawid Bojman.- Mama go wspominała. Podkochiwał się w niej. Ale czy był jej sympatią? Może trochę za dużo powiedziane. Dobrym przyjacielem na pewno. On uratował naszą rodzinę – mówi Jadwiga.

+++

Huk bombardujących Radom samolotów nie daje spać. Zwłaszcza mieszkańcy Wacyna mają się czego obawiać. To tu stoją maszty radiowe, Niemcy upatrzyli je sobie za cel. Stanisław Szmigiel postanawia uciekać na wschód. Zabiera dwóch najstarszych synów oraz Józefinę i opuszczają Radom. W domu przy Osiowej pozostaje Wiera z najmłodszymi dziećmi. To tam przybiega Dawid Bojman. Mówi, że pomoże rodzinie Szmiglów przejść przez zieloną granicę i uratować się. Wiera odmawia. Pisze list do męża, że u niej wszystko w porządku, i prosi Dawida, aby go doręczył. Dawid biegnie wraz z tysiącami uciekinierów w stronę Lublina. Stanisława Szmigla, Józefinkę i jej braci Tadeusza i Piotra dogania na moście w Puławach. Stanisław czyta list od żony i chce zawracać. Dawid przekonuje go, że to się może źle dla nich skończyć, bo w Radomiu są już Niemcy, byli w ich domu. Dalej idą razem aż do Lwowa i tam się rozstają. Na odwrocie fotografii Józefinka pisze: „Dawidkowi na pamiątkę, tak, aby zawsze i wszędzie myślał o naszej przyjaźni”. Widzą się po raz ostatni.

+++Rodzina Szmiglów prze dalej na wschód. Trafiają do Równego. Stanisław znajduje tam pracę na kolei. Potem wstępuje wraz z synem Piotrem do armii Andersa. Do polskiej armii wstępuje też Tadeusz. Walczy pod Monte Cassino.Józefina też chce walczyć. Ojciec się nie zgadza, bo wojna nie jest dla dziewczyn. Józefina i tak podąża ich śladem. Jedzie z Uzbekistanu do Teheranu. Po drodze wydarza się jednak wypadek. Pociąg, którym podróżuje, zderza się z innym. Ginie wiele osób, Józefina zostaje ciężko ranna w nogę. W katastrofie traci wszystko, łącznie z dokumentami. Na dwa lata zostaje przykuta do wózka inwalidzkiego.Gdy wreszcie udaje jej się stanąć na nogi, zaczyna pracować w szpitalu jako pielęgniarka. Kończy kurs. Po jakimś czasie wyjeżdża do Kenii i tam pomaga. Ale rana na nodze się odnawia i nie chce się goić. Młodą pielęgniarkę wysyłają do Anglii, aby podratowała zdrowie. Zmęczona dociera do szpitala wojskowego i kładzie się na pierwszym wolnym łóżku. Tam znajduje ją pacjent, który na chwilę wyszedł z sali. To Polak walczący w armii angielskiej, ranny w Normandii.- Zobaczył ją i powiedział, że się z nią ożeni. To był mój tata – mówi Jadwiga.

+++

Dawid po rozstaniu z rodziną Szmiglów zostaje we Lwowie. Zapisuje się na studia  matematyczne. Ale w 1941 roku musi dalej uciekać. Trafia do Ostroga nad Horyniem. Poznaje przyszłą żonę i jej rodzinę. Razem uciekają na Ural. Tam wstępuje do polskiego wojska, przemierza cały szlak aż do Berlina. Zostaje ciężko ranny. W 1946 roku przyjeżdża do Gdańska, spotyka ocalałego z Holokaustu brata, żeni się z narzeczoną, trzy lata później na świat przychodzi Rimona. Po kolejnych ośmiu latach rodzina emigruje do Izraela. Dawid zaczyna pracę w szkole.

Kilka miesięcy temu Rimona przygotowywała materiały o ojcu na zjazd absolwentów. To wtedy odnalazła wśród jego dokumentów fotografię Józefinki.

+++

Dr Ryszard Fenigsen pisze do Rimony: „O Józefince wiedziałem bardzo mało, bo ojciec twój był dyskretny, tyle że raz czy dwa coś od niego usłyszałem. Jego romans z Józefinką był czymś bardzo wyjątkowym, bo w tej epoce (w latach trzydziestych) żadne romantyczne spotkania żydowskich chłopców z katolickimi dziewczętami nie były tolerowane”.

Z listu Józefiny do brata: „Dawid Bojman nas odwiedzał. Zżył się z nami, byliśmy razem na obozie w Ćmielowie. Jego matka miała mały sklepik ze słodyczami. Dawid skończył szkołę podstawową jako prymus. Celował ku matematyce. Ojca nie miał, bo ten zmarł, gdy Dawid był małym dzieckiem. Więc gdy Dawid ukończył szkołę na samych piątkach, kierownik tej szkoły sam opłacał czesne za jego naukę w gimnazjum  do chwili, gdy Dawid, udzielając korepetycji mniej zdolnym, a bogatym uczniom, usamodzielnił się i sam opłacał naukę w szkole. Mnie i Tadkowi też pomagał w matematyce, ale od nas nie brał żadnych pieniędzy. Był to biedny i porządny chłopak. Dawek, tak nazywaliśmy go w Czerwonym Harcerstwie, uczył się i pracował sam na siebie. Pomagał matce, którą bardzo kochał. Ja osobiście też go lubiłam i wcale mi w tym nie przeszkadzało jego pochodzenie”.

List po powrocie z Radomia odnalazła Jadwiga w dokumentach mamy. – Kiedyś zapytałam mamę, czy to była przyjaźń, czy coś więcej. Ona odpowiedziała: „Każda kobieta ma jakieś sekrety”.

Advertisements

Your Comment / Suggestion / Feedbacks Please

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s